sobota, 1 marca 2014

Koszmar

        Śnił jej się koszmar.
      Jej matka leżała postrzelona w kałuży krwi. Jej brat ginie przez człowieka w mundurze -te sny męczyły ją co noc, ale jeden element się zmienił.- Widziała starszą wersję siebie, zakneblowaną, a ciągnęli ją ludzie w białych kombinezonach i maskach-wszędzie było słychać krzyki. Prowadzili ją do jakiegoś urządzenia, które wyglądało jak fotel dentystyczny. Jakimś cudem wiedziała, że ta maszyna nie jest zwyczajna.Starsza wersja niej wyrywała się. Gdyby proces się udał stałaby się "ich" bronią, maszyną zdolną wykonać każdy ich rozkaz. Ludzie w maskach zaczęli ją przypinać do fotela, wyrywała się coraz rozpaczliwiej i wrzeszczała. Pochylali się nad nią z metalowymi przedmiotami,-czuła straszliwe gorąco,krzyknęła na jawie i we śnie.
      Obudziła się we własnym łóżku, a wokół szalały płomienie pochłaniając wszystko. Do pokoju wbiegli brat z matką. Zaczęli się krztusić dymem. Moira próbowała się do niej dostać, ale ogień skutecznie jej to uniemożliwiał. Jedna z bel podtrzymujących sufit zaczęła się walić prosto na Aidena. Nim jednak zdążyła cokolwiek zrobić, oczy Aidena błysnęły na złoto i bela poszybowała w innym kierunku. Do pomieszczenia wbiegli ludzie ze specjalnym sprzętem gaśniczym, ale ogień zaczynał powoli gasnąc. Ku zdziwieniu każdego, płomienie nie wyrządziły żadnych poważniejszych szkód. Sue wygramoliła się z łóżka i podbiegła do Aidena. Ten głaskał ją po włosach, a ona płakała coraz mocniej. Była nabuzowana, ledwo rejestrowała, że za oknem szalał silny wiatr, który uderzał w szyby, prawie je wyrywając z okiennic. Rozbłysła błyskawica i zagrzmiało. Nagle szyba rozpadła się na miliony małych kawałków. Towarzyszący temu huk był tak ogromny, że z zaczęła im płynąć krew z uszu. Spojrzała na brata, który osłonił ją przed szkłem własnym ciałem. Przerażona widokiem głębokich ran po szkle Sue, zaczęła się rozglądać po innych. Wszyscy nieruchomi leżeli na ziemi z bardziej lub mniej poważnymi ranami. Ku uldze Suze żadna z nich niebyła śmiertelna. Dziewczyna zaczęła się uspokajać, a równocześnie z nią cichły odgłosy burzy.
-Sis-słaby szept brata przywrócił ją do rzeczywistości. Chłopak odkaszlnął kilka razy, a na jego twarzy zaczęły się tworzyć kropelki potu. Zaczęła go ciągnąć do kąta, gdzie nikt nie mógł ich zobaczyć. Porwała swoją białą koszulę nocną by zrobić z niej kilka prowizorycznych bandaży. Zbędne skrawki materiału wrzuciła pod swoje łóżko. Chciała się zająć jego najpoważniejszą raną na brzuchu. Zmarszczyła czoło zaniepokojona i odskoczyła gwałtownie, gdy wszystkie rany zaczęły się samoistnie goić. Nim jednak zdążyła cokolwiek zrobić poczuła na ramionach dłonie matki. Odwróciła głowę, gotowa zadać mnóstwo pytań lecz Moira intensywni wpatrywała się w nią. Powieki Sue zatrzepotały i mimo że próbowała walczyć z ogarniającą ją sennością, znalazła się w obcięciach Morfeusza.
        Po kilku godzinach Sue obudziła się gwałtownie, leżała we własnym łóżku. Wyskoczyła nerwowa z łóżka oglądając się za siebie. Pokój był w nienaruszonym stanie. Uchyliła lekko drzwi, a zza nich słyszała jak Aiden i matka rozmawiają przyciszonymi głosami. Westchnęła głęboko i bojowniczo wysuwając brodę do przodu weszła do pokoju.
-O co tu chodzi?-zapytała ostro.
Matka i brat patrzyli na nią nic nierozumiejącym wzrokiem.
-Gdzie strażacy, gdzie pozostałości po burzy i ogniu, co się tutaj właściwie stało?!- wywrzeszczała.
Podeszła do Aidena zamaszystym krokiem i wyzywająco spojrzała mu w oczy.
-Dlaczego nie jesteś ranny, byłeś ciężko poharatany, a teraz nie masz nawet zadrapania.-łypnęła na matkę wzrokiem pełnym wyrzutu.-Co mi właściwie zrobiłaś?
-Kochanie o czym ty mówisz?-zapytała Moira podchodząc do niej bliżej. Sue cofnęła się parę kroków. kręcąc głową. Matka zacisnęła usta posyłając synowi długi spojrzenie.
-Sis pewnie znów miałaś ten jeden z twoich nierealnych koszmarów.-powiedział chłopak z mocą. Sue spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-To była prawda ja... miałam krew na rękach,twoją krew-wyszeptała. Jednak poddała się wątpliwościom. Co jeśli to był naprawdę tylko sen?  Miała już bardzo realistyczne sny, jednak patrząc na ich twarze, zaczęła coraz bardziej wątpić.
-Suzzie, słońce- Moira przytuliła ją do piersi- to był tylko koszmar.Teraz jesteś bezpieczna, z nami nic ci nie grozi.
        Dziewczynka z lekkim wahaniem skinęła im głową i oddaliła się do pokoju. Być może by im uwierzyła, gdyby nie jeden szczegół. Jej królik spadł pod łóżko, tuż obok osmalonych i poszarpanych kawałków koszuli nocnej. Ze złością wpatrywała się w drzwi i z narastającymi obawami wyszeptała:
-Dlaczego?

****
Wybaczcie proszę za ten poślizg z rozdziałem, ale miałam problemy z komputerem. Przede wszystkim chciałam Wam wszystkim podziękować za rady. Postaram się do nic jak najszybciej zastosować, a jak zauważycie jakiś błąd, nawet najmniejszy to piszcie ;) Jeszcze raz wielkie dzięki za wszystko.

Hope Land of Grafic