środa, 30 kwietnia 2014

Koniec początku

    Przez kilka kolejnych dni spotykała się z zaniepokojonymi spojrzeniami rodziny. Próbowała przyłapać ich na kłamstwie, ale patrzyli na nią jak na wariatkę. Jednak nie wątpiła, miała dowód, że ta burza nie była wyimaginowana. Niewiele jadła, do nikogo się nie odzywała, a w nocy przewracała się z boku na bok bojąc się zasnąć. Miała uczucie jakby coś w środku niej pękło, czuła się inna.
    W dzień urodzin Aidena wymusiła na twarzy wątły uśmiech, dała mu prezent i nim zdążył jej podziękować była już w swoim pokoju. Unikała ich  i była przekonana, że popada w szaleństwo. Słyszała szepty, ciągłe głosy i krzyki, które uporczywie wdzierały się do jej głowy. Nie wiedziała co robić, ale dzięki grze Aidena problem niemal znikł, niemal. Powoli wracała do normalnego trybu życia, znów rozmawiała i śmiała się z bratem. Jednak koszmary senne przybierały na sile obfitując w coraz to bardziej przerażające szczegóły.Nie pamiętała kiedy ostatnio przespała całą noc.
    Dokładnie miesiąc po pamiętnym wieczorze, bawiła się w salonie królikiem, gdy Aiden i matka oglądali wiadomości. Podeszła do nich i usłyszała głos ciemnowłosego spikera:
-... tak proszę Państwa to prawda. Mutanci, czyli ludzie ze specjalnymi zdolnościami, którzy dotychczas pojawiali się w opowieściach sci-fi ujawniają się i przeprowadzają bunt na całym świcie. Tom oddaję Ci głos.
 - Dzięki Bruce, sytuacja nie jest za ciekawa. Chicago zostało spalone, California zrównana z ziemią. Mnóstwo ludzi odniosło poważne lub śmiertelne rany. Policja wyłamuje drzwi we wszystkich domach sprawdzając, czy nie ma tam tych odmieńców. Władze zorganizowały specjalna jednostkę do zwalczania tych kreatur, potocznie mówiąc diabłów wcielonych. Na czele Strażników Pokoju będzie stał bohater wojenny, który podjął się zadania badania i ujarzmienia mutantów. Stworzona także zostaje czarna linia telefoniczna, jeśli macie jakieś informacje na temat tych kreatur, dzwońcie natychmiast. Z ostatniej chwili. Anonimowy widz przesłał nam zdjęcia zniszczeń w jego mieście...- w tym momencie Aiden wyłączył telewizor. Był wstrząśnięty, ręce mu drżały, a oczy wyszły mu z orbit. Moira natomiast wpatrywała się w czarny ekran martwym wzrokiem mrucząc. Zmartwiona dziewczynka podeszła do niej i położyła matce dłoń na ramieniu, lecz nagle ta zerwała się gwałtownie i wyprostowała jak struna.
-Za trzy godziny wyjeżdżamy z tego miasta. Idźcie się natychmiast spakować!- powiedziała drżącym głosem i pobiegła do swojej sypialni.
    Punkt ósma wieczór całą trójka siedziała w samochodzie. Aiden objął Sue ramieniem i nucił kołysankę. Jechali całą dobę, obserwowała mijane krajobrazy, jednak jedyną rzeczą rzucającą się w oczy był niesamowity ruch na ulicach. Gdy w końcu samochód się zatrzymał jej oczom ukazał się mały ceglany domek na obrzeżach miasta. Wypakowali wszystkie bagaże, ignorując gapiów pojawiających się w oknach. Matka zabrała chłopaka by pomógł jej przynieść drewno do kominka.
    Gdy Sue stracił ich z oczu nadal czuła jakby cały świat wstrzymywał oddech czekając na rozwinięcie wypadków. Wgramoliła się na starą zieloną kanapę i wpatrywała się w świat za oknem. Mimo, że był początek kwietnia zaczął padać śnieg, jakby przywołany niespokojnymi rozmyśleniami dziewczyny. Wpatrując się w delikatne płatki śniegu całe napięcie uleciało z jej ciała. Było jej jednak coraz bardziej zimno, objęła się ramionami czując, że zamarza. Marząc o kubku ciepłej herbaty albo by temperatura podskoczyła o parę stopni. Nie zauważyła jak w całym mieszkaniu zrobiło się niesamowicie gorąco, a ona zaczęła się pocić jak mysz kościelna. Nie mogła nabrać tlenu w płuca, czując, że za chwilę się udusi zataczając się podeszła do okna, lecz nim zdążyła je otworzyć chłodny letni wiatr owiał jej skórę i przeraźliwe ciepło gdzieś umknęło. Zaczęła masować sobie skronie czując natarczywy ból głowy. Spojrzała na zegar, od wyjścia je rodziny minęła godzina. Związała swoje długie blond włosy w węzeł na karku i wyciągnęła z plecaka Pana Królika. Przytuliła się mocno do niego i rozejrzała się po białych ścianach w poszukiwaniu jakieś niskiej półki. Po paru minutach usłyszała klucz przekręcany w dębowych drzwiach.
    Wieczorem usiedli wokół metalowego stołu i zajadali się zupą z puszki. Śnieg za oknem zdążył już wszystko dokładnie przykryć włącznie z okolicznymi domkami. Sue przeciągnęła się i szeroko ziewając  poszła z bratem położyć się spać. O pierwszej na ranem dziewczyna nie zmrużyła nawet oka, tylko wpatrywała się tępo w żółty sufit. Niezdarnie wypełzła z łóżka i od razu poczuła zimne igiełki wbijające się w jej ciało. Deski przeraźliwie skrzypiały, ale pokonała odległość dzielącą ją od brata w kilku susach. Potrząsnęła lekko chłopakiem, aż ten otworzył oczy.
 -Sis, coś się stało?- zapytał nieprzytomnie.
- Mogę z tobą spać?- odpowiedziała pytaniem z lekkim wahaniem. Chłopak skinął głową i odchylił kołdrę z nadrukiem Spider-mana.
- Tylko się nie wierć
    Obudziła się o szóstej nad ranem. Przetarła oczy i spojrzała na Aidena z kąciku ust spływała mu strużka śliny. Mimowolnie zachichotała i ubrała się grubo.
- Aiden, wstawaj pójdziemy ulepić bałwana i zbudujemy igloo. Zrobimy mamie niespodziankę. No rusz się!- Chłopak opatulił się kołdrą jeszcze szczelniej, ale poddał się gdy Suze zaczęła ciągnąć go za stopę. Gdy się ubierał dziewczyna poszła do kuchni po marchew oraz garnek i zapakowała to do swojego plecaka, którego jeszcze nie rozpakowała. Gdy jej brat był gotowy wzięła go za rękę i ruszyli na tył domu.
    Nagle sprzeciw drugiego końca ulicy usłyszeli wrzaski kobiety i wystrzały z broni. Pomiędzy domami chodzili Strażnicy Pokoju wyważając drzwi. Do pasa przytwierdzone mieli noże i pistolety, a przez ramię przewieszone karabiny. Wszyscy ubrani byli w nowoczesny biały strój z niebieskim kaskiem. Było ich ponad dwudziestu. Jeden z nich zapukał mocno do drzwi ich ceglanego domu. Był wysokim mężczyzną z dwudniowym zarostem, a wyglądem przypominał byka. Suzanne chciała do nich podbiec, lecz Aiden chwycił ją za ramię i przecząco kręcąc głową, zaciągnął ją w zacienione miejsce, gdzie nikt nie miał szans ich dostrzec. Po paru sekundach usłyszeli zduszony okrzyk matki, zobaczyli jak Bydlak podchodzi do niej i niskim głosem pyta się:
- Godność?
- Moira White- głos kobiety był cichy i drżący. Cały czas rzucała ukradkowe spojrzenia w kierunku sypialni dzieci.
- Mycroft i Seattle sprawdźcie dom.-warknął Bydlak do dwóch krzepkich mężczyzn.- Cóż, panno White nawet nie zdaje sobie pani sprawy jak długo pani szukaliśmy- stwierdził lekkim tonem przeładowując broń, która wydała charakterystyczne kliknięcie.- A teraz odpowiadaj, gdzie są Twoi mali gówniarze.
    W tym momencie Moira rzuciła się w kierunku wyjścia, ale nim zdążyła dobiec do drzwi Bydlak strzelił i czas jakby zwolnił bieg. Sue i Aiden doskonale widzieli jak kula gładko płynie w powietrzu by uderzyć w czaszkę kobiety. W powietrzu pojawiły się krople krwi, a ich matka upadła w tworzącą się kałużę krwi,  próbując złapać oddech. Bydlak podszedł do niej spokojnym krokiem i oddał jeszcze trzy strzały w korpus. Jego ofiara znieruchomiała patrząc na swojego mordercę z przerażeniem w oczach. Sue próbowała wrzasnąć, ale jej brat zatkał jej usta dłonią i blady na twarzy wyciągnął ją na ulicę. Usłyszeli jak drzwi od ich domu otwierają się z hukiem, a mężczyźni coś do nich wrzeszczą.Nie bacząc na nich przyspieszyli kroku i wkrótce znaleźli się w piekle. Na głównym placu leżały ciała Strażników Pokoju , zwykłych ludzi i mutantów. A pośród nich walczyli albo uciekali ci którzy jeszcze żyli. Obok nich być może piętnastoletni chuderlawy chłopaczek podniósł jedną ręką ciężarówkę i rzucił nią w Strażników, inny podpalał ich i samochody. Wszędzie słychać było echo wystrzałów i wybuchów. Nie zatrzymując się, rodzeństwo biegło ile sił w nogach. Mieli nadzieję, że wmieszają się w tłum, jednak jak na złość wszyscy schodzili im z drogi. Aiden obejrzał się i zaklął tak brzydko, że matka wyszorowałaby mu usta szarym mydłem. Mimowolnie dziewczyna także się obejrzała i gdyby nie to, że ciągnął ją brat stanęłaby z przerażenia. Nie goniło ich tylko tych trzech strażników z domu, tylko cały oddział! Serce w piersi jej zamarło i potknęła się o kamień, ale od razu złapała równowagę. Z trudem dotrzymywała kroku bratu. Gdy znaleźli się za zakrętem  nie mogła złapać tchu. Aiden stanął gwałtownie i złapał ją za ramiona.
-Sis, biegnij, biegnij jak najdalej i nie zatrzymuj się. Odciągnę ich i Cię znajdę obiecuję.
    Nim pięciolatka zdążyła go powstrzymać, chłopak obrócił się na pięcie i stanął pośrodku placu. Okrążyli go żołnierze przeładowujący broń. Bydlak wysunął się przed szereg i uśmiechając się szeroko wrzasnął:
- Nie zrańcie go, bo generał wam nogi z dupy powyrywa! Już i tak mamy przesrane za usunięcie tej starej jędzy.-Gdy przerażeni mężczyźni pokiwali głowami, Bydlak zwrócił się do celu- Chłopczyku może powiesz nam gdzie jest ta twoja mała siostrzyczka? Ostrzegam, że jeśli twoja odpowiedź mnie nie zadowoli to dołączysz do swojej starej.
    Mimo dużej odległości Suze widziała jak jej brat zaciska dłonie w pięści, a oczy zaczynać zmieniać kolor na złoty. Stała jak słup soli, gdy Aiden podniósł rękę, a wszystkie samochody, śmietniki i skrzynki na pocztę zaczęły się odrywać od podłoża i uderzały w Strażników. W tym samym momencie jeden z nich, chwycił rewolwer i wystrzelił cały magazynek w stronę je brata. Sue krzyknęła, chcąc zwrócić jego uwagę, ale było za późno, w ostatnim geście Aiden odwrócił głowę w jej stronę, a jego usta ułożyły się w słowo "UCIEKAJ". Gdy wszystkie kule przeszły przez jego ciało, złoto zamigotało w jego oczach ostatni raz, po czym znikło. Jego ciało uderzyło o zimny bruk.
    Sue rzuciła się przed siebie, płacząc gorzkimi łzami. Wraz z oddalającymi się krzykami mężczyzn, pozostawiała ciało brata i matki bez należnej opieki. Gdy miasto było już daleko za nią poprzysięgła sobie, że kiedyś ich pomści. Każdego poległego mutanta, w szczególności jej brata. A zemsta będzie słodka i krwawa.
    Ani razu  nie obejrzała się za siebie.


****
Jest to obecnie najdłuższy rozdział na moim blogu. Większość z was mogła się już domyśleć co zamierzałam zrobić z rodziną Sue. Chciałam Wam wszystkim serdecznie podziękować za wszystko i przeprosić, za tak długi brak rozdziału, ale myślę, że jego długość to wynagradza. Czekam na Wasze komentarze.
Hope Land of Grafic