sobota, 4 października 2014

Zmiany i sterta naleśników

       Sue obudziła się zlana potem, przyłożyła dłoń do pierś próbując się uspokoić. Minęły trzy lata. Lata przepełnione strachem. Zmierzała w kierunku ich pochówków. Do miejsca w którym przestała być dzieckiem.
       Dopiero po miesiącach spędzonych na ulicy, chowając się pod mostami i drżąc z zimna, dowiedziała się mnóstwa rzeczy o mutantach. Jej brat, jej kochany, opiekuńczy, starszy brat był telekinetykiem i sadząc z wielkich szkód tamtego dnia, był cholernie silny.Jej matka była uzdrowicielką, mogła uśpić, uleczyć, ale mogła też zabić człowieka. A Sue? A ona sama? Nie poznała odpowiedzi. Jej zdolności napędzane były gwałtownymi, mającymi destrukcyjną moc emocjami, formując się w słabe wyładowania elektryczne. Myślała, że przywołuje błyskawice, lecz gdzieś tam w środku, wiedziała, ale się bała.
       Sue nie chcąc obudzić Vi sprawdziła własny plecak szukając jedzenia. Oprócz dwóch batonów energetycznych, butelki wody i trzech opakowań z chińskimi zupkami, nie miała już nic.
       Z ponurych rozmyślań wyrwało ją głośne beknięcie Vivien. Dziewczyna przetarła oczy.
-Jak widzę jesteś rannym ptaszkiem- powiedziała radosnym tonem.-Nie wiem jak ty Młoda, ale ja wrzuciłabym coś na ząb.
       Mała White w milczeniu podała jej batona na którego widok Vi parsknęła.
-Ty se jaja robisz Młoda, nie ma nawet mowy bym zjadła coś takiego. Toż to tektura, a nie jedzenie!
       Sue zgrzytała zębami ze złości.
-Słuchaj Młoda, jeśli chcesz jeść paszę dla konia to proszę bardzo. Ja osobiście preferuję bardziej amerykańskie śniadania.
       Dziewczyna spojrzała na nią z powątpiewaniem.
-Nie gap się tak, bo ci gały wypadną- zachichotała Viv i wyjęła zza pazuchy gruby plik banknotów przewiązanych różową gumką.- Jak widzisz ze mną z głodu nie umrzesz.

****

       Gdy znalazły w końcu jeden z przydrożnych, zaniedbanych barów. Zamówiły stertę naleśników z syropem, jajek i bekonu. Obsłużyła ich tęga kelnerka mająca na sobie poplamiony kanarkowy fartuszek i przypinkę z hasłem "Śmierć mutantom".
       Podczas delektowania się pierwszym od lat ciepłym, prawdziwym jedzeniem, Sue zerknęła na współtowarzyszkę i westchnęła ciężko.
-Dobra Vivien, mów co chcesz o mnie wiedzieć.
-Na robaczki świętojańskie, ty umiesz mówić!- wykrzyknęła, a jej widelec zamarł w powietrzu z porcją jajek. Tym krzykiem ściągnęła na siebie uwagę większości ludzi w knajpie, w tym tęgiej kelnerki trzymającej kurczowo telefon. Jednak po jednym z jej groźnych spojrzeń w stylu nie-chcecie-mnie-irytować-wy-małe-insekty, wszyscy wrócili do swoich talerzy. 
-No dobra, jak się nazywasz?
-Następny zestaw pytań proszę- mruknęła Sue strzępiąc róg koszulki.
-Ej, no weź! To pytanie jest cholernie proste. Przez cały czas mam ci mówić Młoda?
       Po chwilowym wahaniu odpowiedziała:
-Nie... możesz mi mówić Sue.
-Ale nie jest to twoje prawdziwe imię?
-Nie.- Czasem najlepszym kłamstwem jest prawda.
       Vi spojrzała na nią spod przymrużonych oczu.
-Dlaczego?
-Co, dlaczego?
-Dlaczego pobiegłaś za mną? Co takiego zrobiłaś? Czy jesteś jedną z nas?- wyrzuciła z siebie szybko, a ostatnie pytanie zadała szeptem.
       Sue się wahała się o sekundę za długo, powodując szeroki uśmiech u Vi. Zaczęła więc ostrożniej dobierać słowa.
-Wydałaś mi się w porządku, a co dwóch następnych pytań nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy.
-Słucham? Czyli mam ci uwierzyć na słowo, że nie jesteś żadnym seryjnym mordercą?
-Dokładnie- powiedziała Sue bawiąc się nożem wyciągniętym z buta. Oczy Vi uważnie obserwowały jej dłonie.
-Jak rozumiem przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej?-Cień chłodu pojawił się na jej twarzy.
-Bingo- powiedziała rozbawiona White i podrzuciła nóż w powietrzu obserwując jak odbija się w nim światło słońca, aby później złapać go z wprawą za ostry koniec.
-Ile masz lat?
-Siedem.
       Szczere zdziwienie Vi sprawiło, że Sue zaczęła się wiercić na krześle.
-Nie powinnaś być w szkole, czy w domu razem z rodziną piekąc ciasteczka?
-To nie...
-...moja sprawa tak, tak, załapałam. Ale co poradzić jestem człowiekiem z natury ciekawskim. Dokąd zmierzasz?
-Słucham?
-Wleczesz się bez celu, czy dokądś jedziesz?
-Tak.
       Chwila milczenia spowodowała, że Vivien ściągnęła brwi.
-I co, tylko tyle masz do powiedzenia? Zwykłe "tak"?
-A co niewłaściwego jest w słowie "tak"?
-Nic ja po prostu myślałam, że ty...-  dziewczyna pokręciła głową mając na tworzy szeroki zawód.
-Dobra teraz moja kolej- powiedziała Sue chcąc szybko zmienić temat.
       Efekciara krzyżując ręce za głową, zaczęła się huśtać na rozklekotanym krześle.
-Strzelaj Młoda.
-Wiek?
-Piętnaście.
-Moc?
       To pytanie zbiło ją z tropu i stała się ostrożniejsza.
-Jestem changerem- powiedziała dramatycznym tonem, spodziewając się zapewne zachwytu.
       Na widok uniesionych brwi Sue pospieszyła zawiedziona z wyjaśnieniami.
-Czasami nasze zdolności są tak rozpowszechniania lub są do siebie tak podobne, że stworzyliśmy nazwy do ich określenia np. Tp- telepatia, Tk- telekineza itd. Changery potrafią przemienić własne ciało.
-W cokolwiek zechcą?
-No nie, ja potrafię utwardzić skórę do materiału twardszego od diamentu. Kiedyś znałam jednak dziewczynę, która potrafiła zmieniać się w różne ssaki. Był też naprawdę przystojny, chłopak z Meksyku i nie wiem jaki cudem nie wzięłam jego numeru, ale...
-Dobra dość, nie chcę znać historii twoich miłosnych podbojów. Skąd masz pieniądze?
-Że słucham?
-Ten gruby plik banknotów to sobie wymyśliłam?
-Nie wiem czy mogę ci ufać.
-Och proszę cię Vi, jesteś wielką, umięśnioną piętnastolatką z mocami changera i gotowa rozwalić mi szczękę. Ja natomiast jestem siedmiolatką o wątłej budowie, to chyba raczej JA powinnam się bać.
-Dobra, dobra, lecz jeśli piśniesz choć słówko.- Vivien rozejrzała czy upewniając się,że nikt nie podsłuchuje i wyszeptała do ucha Sue.- Należę do Uliczników.
       Sue wypuściła ze świstem powietrze, a krew w jej żyłach zmieniła się w lód. Wszyscy wiedzieli, że Ulicznicy to organizacja założona przez cywilów (głównie mutantów), do obrony. Powstała parę miesięcy po utworzeniu Strażników Pokoju. W ich skład wchodzili ludzie różnych narodowości, koloru skóry, czy religii. Od szumowin i ulicznych mętów, do przykładnych i szanowanych obywateli. W zamian za pomoc walczenia z rządem i Tajemniczym Wojskowym, otrzymywali schronienie, pożywienie i nową rodzinę.
       Zazwyczaj Ulicznicy, atakowali żołnierzy, polityków, opancerzone wozy przewożące mutantów i ich rodziny oraz czyścili konta bogaczy, by ich pieniądze przekazać ludziom z niższych sfer i naprawdę potrzebującym, których liczba rosła dzień po dniu.
-Co ty tu robisz-wydusiła Sue, przerażona myślą walki z Strażnikami.
-Sprawdzam teren i przy okazji mam misję do wykonania.-Viv wypięła dumnie pierś. Gdyby sytuacja nie byłaby tak przerażająca Sue wybuchła by śmiechem. Na razie jednak blada jak ściana zaciskała palce na poręczy krzesła, zgięta w pół.
-O Boże, w co ja się wpakowałam- powiedziała cicho i ukryła twarz w dłoniach. W tym czasie Vi tanecznym krokiem zapłaciła rachunek i czekała, aż Sue przyjmie jej rewelacje do świadomości.
-Nie mazgaj się tak Sue, mamy robotę do wykonania.
-My?!- Pisnęła Sue podnosząc gwałtownie głowę.
-Tak my.- po czym z szerokim uśmiechem dodała- Witam cię w szeregach Uliczników.

__________________
Wow, rozdział jest i przepraszam za nieobecność. Dziękuje tym którzy jeszcze to czytają i czekają na nowy rozdział. Dziękuje Wam za to i mam nadzieję, że nowy tekst się Wam spodoba.
Pozdrawiam gorąco!

piątek, 25 lipca 2014

Podróż

*3 lata później*
   Sue pospiesznie wepchnęła czarne krótkie włosy pod czapkę i poprawiła szelki plecaka, na widok nadjeżdżającego szarego autobusu. Krótko po objęciu władzy przez Tajemniczego Wojskowego, wszystkie miejskie środki transportu zostały ulepszone. W oknach przymocowano kraty z żeliwa, a co jakiś czas pojazdy były poddawane kontroli przez Strażników w celu wyłapania mutantów.W wszystkich miastach została ustalona godzina policyjna, a w niektórych wprowadzano kary fizyczne, psychiczne i pieniężne.
   Gdy drzwi pojazdu otworzyły się z przeciągłym jękiem, dziewczyna otrząsnęła się z ponurych myśli i weszła do środka.Wewnątrz autobusu prawi wszystkie siedzenia były zajęte oprócz dwóch tylnych. Garbiąc się próbowała nie zwracać uwagi na jej dziecinną twarz spoglądającą z plakatów pt:" Śmiertelnie niebezpieczna, zabić bezwzględnie". Zostały rozwieszone od razu po jej ucieczce z placu i śmierci jej rodziny. Zdjęcia jej i innych podobnych mutantów były rozwieszone wszędzie. Jednak była jedyną za którą wyznaczono nagrodę i kazano dostarczyć żywą. Usiadła z tyłu kuląc się i mając nadzieję, że nie trafi na patrol wyłapujący diabłów wcielonych.
   Na kolejnym przystanku wsiadła tylko jedna osoba. Była wysoką dziewczyną z brązowymi oczami, włosami i różowymi pasemkami. Ubrana w glany, koszulkę Iron Maiden, przecierane czarne spodnie i skórzaną kurtkę, obrzucała wszystkich piorunującym spojrzeniem i z wysoko podniesioną głową zajęła miejsce obok Sue.
To będzie długa droga- pomyślała, jednakże Efekciara uśmiechnęła się do niej i założyła czarne słuchawki.
   Dwie godziny drogi upłynęły Sue na oglądaniu mijanych drzew i rzucaniu ukradkowych spojrzeń brązowowłosej. Od czasu do czasu gdy jej sąsiadka przyłapywała ją na tym, szybko odwracała wzrok w stronę okna, ignorując szeroki uśmiech dziewczyny.
   Nagle autobus szarpnął mocno do przodu i zatrzymał się.Sue zaschło w gardle na widok Strażników Pokoju. Gdy zeskanują siatkę jej oka, czy pobiorą próbkę krwi będzie po niej. Spanikowana nie zauważyła, że Efekciara cała się spięła i zaczyna się podnosić. Jej uwadze umknął też fakt, że ramię dziewczyny zmieniało się w diament. W następnej chwili żeliwne kraty zostały wyrwane i rzucone na przód autobusu, gdzie rozległ się wrzask ludzi. Nie wahając się ani chwilę Sue wyskoczyła z pojazdu za swoją nową znajomą przy akompaniamencie krzyków Strażników i dźwięku klaksonów. 
   Po parunastu kilometrach szaleńczego sprintu Sue padła na ziemie tam gdzie stała, nie mając siły się podnieść. Z przekonaniem, że jej świszczący oddech słychać był, aż do autostrady wydobyła z plecaka butelkę wody i chciwie wypiła pierwsze łyki. Ignorując wyczekujące spojrzenie brązowowłosej, zakręciła butelkę i wrzuciła z powrotem. Gdy wreszcie wstała, a Efekciara ruszyła przed siebie, przeanalizowała całą sytuację mając nadzieję, że dobrze się kryła i nikt nie zauważył kim tak naprawdę jest.
-Mam na imię Vivi, a ty?- spytała Efekciara.
   Sue zacisnęła usta w wąską kreskę i potrząsnęła głową. Nie wiedziała czy może jej ufać, a już na pewno nie chciała ryzykować.
-Aha, jak widzę nie jesteś za bardzo rozmowna co? Będę Ci mówić Młoda.- powiedziała Vi i nie czekając na odpowiedź ruszyła przed siebie pewnym krokiem. 
   Gdy słońce chyliło się ku zachodowi Vivi z szerokim uśmiechem stwierdziła, że znalazła świetne miejsce na nocleg, po czym położyła się na ściółce i zasnęła. Sue westchnęła ciężko patrząc na wszechogarniający ją las. Bała się, że podczas snu może zostać zaatakowana. Vi zaczęła głośno chrapać,a Sue uśmiechnęła się delikatnie i posługując się plecakiem jak poduszką, zasnęła.

~~~~~~
Kolejny rozdział i troszeczkę inaczej :) W sobotę wyjeżdżam na wakacje, ale postaram się dodać post w przyszłym tygodniu, a jeśli nie to za dwa. 
Miłych wakacji.

wtorek, 10 czerwca 2014

Ogłoszenie

Nie nie zapomniałam o blogu i mimo że to kiepska wymówka to mam teraz poprawy mnóstwo ocen i chcę się na tym skupić. Obiecuję jednak,że pod koniec miesiąca pojawi się nowy rozdział.
Pozdrawiam

środa, 30 kwietnia 2014

Koniec początku

    Przez kilka kolejnych dni spotykała się z zaniepokojonymi spojrzeniami rodziny. Próbowała przyłapać ich na kłamstwie, ale patrzyli na nią jak na wariatkę. Jednak nie wątpiła, miała dowód, że ta burza nie była wyimaginowana. Niewiele jadła, do nikogo się nie odzywała, a w nocy przewracała się z boku na bok bojąc się zasnąć. Miała uczucie jakby coś w środku niej pękło, czuła się inna.
    W dzień urodzin Aidena wymusiła na twarzy wątły uśmiech, dała mu prezent i nim zdążył jej podziękować była już w swoim pokoju. Unikała ich  i była przekonana, że popada w szaleństwo. Słyszała szepty, ciągłe głosy i krzyki, które uporczywie wdzierały się do jej głowy. Nie wiedziała co robić, ale dzięki grze Aidena problem niemal znikł, niemal. Powoli wracała do normalnego trybu życia, znów rozmawiała i śmiała się z bratem. Jednak koszmary senne przybierały na sile obfitując w coraz to bardziej przerażające szczegóły.Nie pamiętała kiedy ostatnio przespała całą noc.
    Dokładnie miesiąc po pamiętnym wieczorze, bawiła się w salonie królikiem, gdy Aiden i matka oglądali wiadomości. Podeszła do nich i usłyszała głos ciemnowłosego spikera:
-... tak proszę Państwa to prawda. Mutanci, czyli ludzie ze specjalnymi zdolnościami, którzy dotychczas pojawiali się w opowieściach sci-fi ujawniają się i przeprowadzają bunt na całym świcie. Tom oddaję Ci głos.
 - Dzięki Bruce, sytuacja nie jest za ciekawa. Chicago zostało spalone, California zrównana z ziemią. Mnóstwo ludzi odniosło poważne lub śmiertelne rany. Policja wyłamuje drzwi we wszystkich domach sprawdzając, czy nie ma tam tych odmieńców. Władze zorganizowały specjalna jednostkę do zwalczania tych kreatur, potocznie mówiąc diabłów wcielonych. Na czele Strażników Pokoju będzie stał bohater wojenny, który podjął się zadania badania i ujarzmienia mutantów. Stworzona także zostaje czarna linia telefoniczna, jeśli macie jakieś informacje na temat tych kreatur, dzwońcie natychmiast. Z ostatniej chwili. Anonimowy widz przesłał nam zdjęcia zniszczeń w jego mieście...- w tym momencie Aiden wyłączył telewizor. Był wstrząśnięty, ręce mu drżały, a oczy wyszły mu z orbit. Moira natomiast wpatrywała się w czarny ekran martwym wzrokiem mrucząc. Zmartwiona dziewczynka podeszła do niej i położyła matce dłoń na ramieniu, lecz nagle ta zerwała się gwałtownie i wyprostowała jak struna.
-Za trzy godziny wyjeżdżamy z tego miasta. Idźcie się natychmiast spakować!- powiedziała drżącym głosem i pobiegła do swojej sypialni.
    Punkt ósma wieczór całą trójka siedziała w samochodzie. Aiden objął Sue ramieniem i nucił kołysankę. Jechali całą dobę, obserwowała mijane krajobrazy, jednak jedyną rzeczą rzucającą się w oczy był niesamowity ruch na ulicach. Gdy w końcu samochód się zatrzymał jej oczom ukazał się mały ceglany domek na obrzeżach miasta. Wypakowali wszystkie bagaże, ignorując gapiów pojawiających się w oknach. Matka zabrała chłopaka by pomógł jej przynieść drewno do kominka.
    Gdy Sue stracił ich z oczu nadal czuła jakby cały świat wstrzymywał oddech czekając na rozwinięcie wypadków. Wgramoliła się na starą zieloną kanapę i wpatrywała się w świat za oknem. Mimo, że był początek kwietnia zaczął padać śnieg, jakby przywołany niespokojnymi rozmyśleniami dziewczyny. Wpatrując się w delikatne płatki śniegu całe napięcie uleciało z jej ciała. Było jej jednak coraz bardziej zimno, objęła się ramionami czując, że zamarza. Marząc o kubku ciepłej herbaty albo by temperatura podskoczyła o parę stopni. Nie zauważyła jak w całym mieszkaniu zrobiło się niesamowicie gorąco, a ona zaczęła się pocić jak mysz kościelna. Nie mogła nabrać tlenu w płuca, czując, że za chwilę się udusi zataczając się podeszła do okna, lecz nim zdążyła je otworzyć chłodny letni wiatr owiał jej skórę i przeraźliwe ciepło gdzieś umknęło. Zaczęła masować sobie skronie czując natarczywy ból głowy. Spojrzała na zegar, od wyjścia je rodziny minęła godzina. Związała swoje długie blond włosy w węzeł na karku i wyciągnęła z plecaka Pana Królika. Przytuliła się mocno do niego i rozejrzała się po białych ścianach w poszukiwaniu jakieś niskiej półki. Po paru minutach usłyszała klucz przekręcany w dębowych drzwiach.
    Wieczorem usiedli wokół metalowego stołu i zajadali się zupą z puszki. Śnieg za oknem zdążył już wszystko dokładnie przykryć włącznie z okolicznymi domkami. Sue przeciągnęła się i szeroko ziewając  poszła z bratem położyć się spać. O pierwszej na ranem dziewczyna nie zmrużyła nawet oka, tylko wpatrywała się tępo w żółty sufit. Niezdarnie wypełzła z łóżka i od razu poczuła zimne igiełki wbijające się w jej ciało. Deski przeraźliwie skrzypiały, ale pokonała odległość dzielącą ją od brata w kilku susach. Potrząsnęła lekko chłopakiem, aż ten otworzył oczy.
 -Sis, coś się stało?- zapytał nieprzytomnie.
- Mogę z tobą spać?- odpowiedziała pytaniem z lekkim wahaniem. Chłopak skinął głową i odchylił kołdrę z nadrukiem Spider-mana.
- Tylko się nie wierć
    Obudziła się o szóstej nad ranem. Przetarła oczy i spojrzała na Aidena z kąciku ust spływała mu strużka śliny. Mimowolnie zachichotała i ubrała się grubo.
- Aiden, wstawaj pójdziemy ulepić bałwana i zbudujemy igloo. Zrobimy mamie niespodziankę. No rusz się!- Chłopak opatulił się kołdrą jeszcze szczelniej, ale poddał się gdy Suze zaczęła ciągnąć go za stopę. Gdy się ubierał dziewczyna poszła do kuchni po marchew oraz garnek i zapakowała to do swojego plecaka, którego jeszcze nie rozpakowała. Gdy jej brat był gotowy wzięła go za rękę i ruszyli na tył domu.
    Nagle sprzeciw drugiego końca ulicy usłyszeli wrzaski kobiety i wystrzały z broni. Pomiędzy domami chodzili Strażnicy Pokoju wyważając drzwi. Do pasa przytwierdzone mieli noże i pistolety, a przez ramię przewieszone karabiny. Wszyscy ubrani byli w nowoczesny biały strój z niebieskim kaskiem. Było ich ponad dwudziestu. Jeden z nich zapukał mocno do drzwi ich ceglanego domu. Był wysokim mężczyzną z dwudniowym zarostem, a wyglądem przypominał byka. Suzanne chciała do nich podbiec, lecz Aiden chwycił ją za ramię i przecząco kręcąc głową, zaciągnął ją w zacienione miejsce, gdzie nikt nie miał szans ich dostrzec. Po paru sekundach usłyszeli zduszony okrzyk matki, zobaczyli jak Bydlak podchodzi do niej i niskim głosem pyta się:
- Godność?
- Moira White- głos kobiety był cichy i drżący. Cały czas rzucała ukradkowe spojrzenia w kierunku sypialni dzieci.
- Mycroft i Seattle sprawdźcie dom.-warknął Bydlak do dwóch krzepkich mężczyzn.- Cóż, panno White nawet nie zdaje sobie pani sprawy jak długo pani szukaliśmy- stwierdził lekkim tonem przeładowując broń, która wydała charakterystyczne kliknięcie.- A teraz odpowiadaj, gdzie są Twoi mali gówniarze.
    W tym momencie Moira rzuciła się w kierunku wyjścia, ale nim zdążyła dobiec do drzwi Bydlak strzelił i czas jakby zwolnił bieg. Sue i Aiden doskonale widzieli jak kula gładko płynie w powietrzu by uderzyć w czaszkę kobiety. W powietrzu pojawiły się krople krwi, a ich matka upadła w tworzącą się kałużę krwi,  próbując złapać oddech. Bydlak podszedł do niej spokojnym krokiem i oddał jeszcze trzy strzały w korpus. Jego ofiara znieruchomiała patrząc na swojego mordercę z przerażeniem w oczach. Sue próbowała wrzasnąć, ale jej brat zatkał jej usta dłonią i blady na twarzy wyciągnął ją na ulicę. Usłyszeli jak drzwi od ich domu otwierają się z hukiem, a mężczyźni coś do nich wrzeszczą.Nie bacząc na nich przyspieszyli kroku i wkrótce znaleźli się w piekle. Na głównym placu leżały ciała Strażników Pokoju , zwykłych ludzi i mutantów. A pośród nich walczyli albo uciekali ci którzy jeszcze żyli. Obok nich być może piętnastoletni chuderlawy chłopaczek podniósł jedną ręką ciężarówkę i rzucił nią w Strażników, inny podpalał ich i samochody. Wszędzie słychać było echo wystrzałów i wybuchów. Nie zatrzymując się, rodzeństwo biegło ile sił w nogach. Mieli nadzieję, że wmieszają się w tłum, jednak jak na złość wszyscy schodzili im z drogi. Aiden obejrzał się i zaklął tak brzydko, że matka wyszorowałaby mu usta szarym mydłem. Mimowolnie dziewczyna także się obejrzała i gdyby nie to, że ciągnął ją brat stanęłaby z przerażenia. Nie goniło ich tylko tych trzech strażników z domu, tylko cały oddział! Serce w piersi jej zamarło i potknęła się o kamień, ale od razu złapała równowagę. Z trudem dotrzymywała kroku bratu. Gdy znaleźli się za zakrętem  nie mogła złapać tchu. Aiden stanął gwałtownie i złapał ją za ramiona.
-Sis, biegnij, biegnij jak najdalej i nie zatrzymuj się. Odciągnę ich i Cię znajdę obiecuję.
    Nim pięciolatka zdążyła go powstrzymać, chłopak obrócił się na pięcie i stanął pośrodku placu. Okrążyli go żołnierze przeładowujący broń. Bydlak wysunął się przed szereg i uśmiechając się szeroko wrzasnął:
- Nie zrańcie go, bo generał wam nogi z dupy powyrywa! Już i tak mamy przesrane za usunięcie tej starej jędzy.-Gdy przerażeni mężczyźni pokiwali głowami, Bydlak zwrócił się do celu- Chłopczyku może powiesz nam gdzie jest ta twoja mała siostrzyczka? Ostrzegam, że jeśli twoja odpowiedź mnie nie zadowoli to dołączysz do swojej starej.
    Mimo dużej odległości Suze widziała jak jej brat zaciska dłonie w pięści, a oczy zaczynać zmieniać kolor na złoty. Stała jak słup soli, gdy Aiden podniósł rękę, a wszystkie samochody, śmietniki i skrzynki na pocztę zaczęły się odrywać od podłoża i uderzały w Strażników. W tym samym momencie jeden z nich, chwycił rewolwer i wystrzelił cały magazynek w stronę je brata. Sue krzyknęła, chcąc zwrócić jego uwagę, ale było za późno, w ostatnim geście Aiden odwrócił głowę w jej stronę, a jego usta ułożyły się w słowo "UCIEKAJ". Gdy wszystkie kule przeszły przez jego ciało, złoto zamigotało w jego oczach ostatni raz, po czym znikło. Jego ciało uderzyło o zimny bruk.
    Sue rzuciła się przed siebie, płacząc gorzkimi łzami. Wraz z oddalającymi się krzykami mężczyzn, pozostawiała ciało brata i matki bez należnej opieki. Gdy miasto było już daleko za nią poprzysięgła sobie, że kiedyś ich pomści. Każdego poległego mutanta, w szczególności jej brata. A zemsta będzie słodka i krwawa.
    Ani razu  nie obejrzała się za siebie.


****
Jest to obecnie najdłuższy rozdział na moim blogu. Większość z was mogła się już domyśleć co zamierzałam zrobić z rodziną Sue. Chciałam Wam wszystkim serdecznie podziękować za wszystko i przeprosić, za tak długi brak rozdziału, ale myślę, że jego długość to wynagradza. Czekam na Wasze komentarze.

sobota, 1 marca 2014

Koszmar

        Śnił jej się koszmar.
      Jej matka leżała postrzelona w kałuży krwi. Jej brat ginie przez człowieka w mundurze -te sny męczyły ją co noc, ale jeden element się zmienił.- Widziała starszą wersję siebie, zakneblowaną, a ciągnęli ją ludzie w białych kombinezonach i maskach-wszędzie było słychać krzyki. Prowadzili ją do jakiegoś urządzenia, które wyglądało jak fotel dentystyczny. Jakimś cudem wiedziała, że ta maszyna nie jest zwyczajna.Starsza wersja niej wyrywała się. Gdyby proces się udał stałaby się "ich" bronią, maszyną zdolną wykonać każdy ich rozkaz. Ludzie w maskach zaczęli ją przypinać do fotela, wyrywała się coraz rozpaczliwiej i wrzeszczała. Pochylali się nad nią z metalowymi przedmiotami,-czuła straszliwe gorąco,krzyknęła na jawie i we śnie.
      Obudziła się we własnym łóżku, a wokół szalały płomienie pochłaniając wszystko. Do pokoju wbiegli brat z matką. Zaczęli się krztusić dymem. Moira próbowała się do niej dostać, ale ogień skutecznie jej to uniemożliwiał. Jedna z bel podtrzymujących sufit zaczęła się walić prosto na Aidena. Nim jednak zdążyła cokolwiek zrobić, oczy Aidena błysnęły na złoto i bela poszybowała w innym kierunku. Do pomieszczenia wbiegli ludzie ze specjalnym sprzętem gaśniczym, ale ogień zaczynał powoli gasnąc. Ku zdziwieniu każdego, płomienie nie wyrządziły żadnych poważniejszych szkód. Sue wygramoliła się z łóżka i podbiegła do Aidena. Ten głaskał ją po włosach, a ona płakała coraz mocniej. Była nabuzowana, ledwo rejestrowała, że za oknem szalał silny wiatr, który uderzał w szyby, prawie je wyrywając z okiennic. Rozbłysła błyskawica i zagrzmiało. Nagle szyba rozpadła się na miliony małych kawałków. Towarzyszący temu huk był tak ogromny, że z zaczęła im płynąć krew z uszu. Spojrzała na brata, który osłonił ją przed szkłem własnym ciałem. Przerażona widokiem głębokich ran po szkle Sue, zaczęła się rozglądać po innych. Wszyscy nieruchomi leżeli na ziemi z bardziej lub mniej poważnymi ranami. Ku uldze Suze żadna z nich niebyła śmiertelna. Dziewczyna zaczęła się uspokajać, a równocześnie z nią cichły odgłosy burzy.
-Sis-słaby szept brata przywrócił ją do rzeczywistości. Chłopak odkaszlnął kilka razy, a na jego twarzy zaczęły się tworzyć kropelki potu. Zaczęła go ciągnąć do kąta, gdzie nikt nie mógł ich zobaczyć. Porwała swoją białą koszulę nocną by zrobić z niej kilka prowizorycznych bandaży. Zbędne skrawki materiału wrzuciła pod swoje łóżko. Chciała się zająć jego najpoważniejszą raną na brzuchu. Zmarszczyła czoło zaniepokojona i odskoczyła gwałtownie, gdy wszystkie rany zaczęły się samoistnie goić. Nim jednak zdążyła cokolwiek zrobić poczuła na ramionach dłonie matki. Odwróciła głowę, gotowa zadać mnóstwo pytań lecz Moira intensywni wpatrywała się w nią. Powieki Sue zatrzepotały i mimo że próbowała walczyć z ogarniającą ją sennością, znalazła się w obcięciach Morfeusza.
        Po kilku godzinach Sue obudziła się gwałtownie, leżała we własnym łóżku. Wyskoczyła nerwowa z łóżka oglądając się za siebie. Pokój był w nienaruszonym stanie. Uchyliła lekko drzwi, a zza nich słyszała jak Aiden i matka rozmawiają przyciszonymi głosami. Westchnęła głęboko i bojowniczo wysuwając brodę do przodu weszła do pokoju.
-O co tu chodzi?-zapytała ostro.
Matka i brat patrzyli na nią nic nierozumiejącym wzrokiem.
-Gdzie strażacy, gdzie pozostałości po burzy i ogniu, co się tutaj właściwie stało?!- wywrzeszczała.
Podeszła do Aidena zamaszystym krokiem i wyzywająco spojrzała mu w oczy.
-Dlaczego nie jesteś ranny, byłeś ciężko poharatany, a teraz nie masz nawet zadrapania.-łypnęła na matkę wzrokiem pełnym wyrzutu.-Co mi właściwie zrobiłaś?
-Kochanie o czym ty mówisz?-zapytała Moira podchodząc do niej bliżej. Sue cofnęła się parę kroków. kręcąc głową. Matka zacisnęła usta posyłając synowi długi spojrzenie.
-Sis pewnie znów miałaś ten jeden z twoich nierealnych koszmarów.-powiedział chłopak z mocą. Sue spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-To była prawda ja... miałam krew na rękach,twoją krew-wyszeptała. Jednak poddała się wątpliwościom. Co jeśli to był naprawdę tylko sen?  Miała już bardzo realistyczne sny, jednak patrząc na ich twarze, zaczęła coraz bardziej wątpić.
-Suzzie, słońce- Moira przytuliła ją do piersi- to był tylko koszmar.Teraz jesteś bezpieczna, z nami nic ci nie grozi.
        Dziewczynka z lekkim wahaniem skinęła im głową i oddaliła się do pokoju. Być może by im uwierzyła, gdyby nie jeden szczegół. Jej królik spadł pod łóżko, tuż obok osmalonych i poszarpanych kawałków koszuli nocnej. Ze złością wpatrywała się w drzwi i z narastającymi obawami wyszeptała:
-Dlaczego?

****
Wybaczcie proszę za ten poślizg z rozdziałem, ale miałam problemy z komputerem. Przede wszystkim chciałam Wam wszystkim podziękować za rady. Postaram się do nic jak najszybciej zastosować, a jak zauważycie jakiś błąd, nawet najmniejszy to piszcie ;) Jeszcze raz wielkie dzięki za wszystko.

czwartek, 23 stycznia 2014

Centrum Handlowe

      Przez kilka następnych dni Aiden uczył ją jak się bronić przed ludźmi ze "szczególnymi" zdolnościami i był w swoich wykładach coraz śmielszy oraz chwalił jej niesamowite postępy. Suzanne z dnia na dzień coraz bardziej martwiła się o zdrowie psychiczne brata. Bałą się powiedzieć  o tym matce, gdyż była przekonana, że ta znów mogła nakrzyczeć na Aidena. Sue obserwowała braciszka gotowa wyłapać jakąkolwiek zmianę w jego zachowaniu, ale chłopak wydawał się szczęśliwy. Uśmiechał się szeroko, nucił, targał jej włosy i nosił na rekach. Sue cały czas zerkała na niego nieusatysfakcjonowana. Tydzień przed urodzinami brata, zastanawiała się jaki prezent mu kupić i skąd wziąć pieniądze.
-Aiden powiedz co byś chciał na urodziny?- spojrzała na niego wielkimi oczami.
-Sis, ja chcę tylko żebyśmy byli szczęśliwi.
-A coś co można włożyć do pudełka?-spytała z przekąsem. Aiden wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko.
- Możesz mnie przytulić, poza tym już dałaś mi jeden z najlepszych prezentów na ziemi.
       Pięciolatka spojrzała się na chłopaka z wyrzutem, obróciła na pięcie i odeszła w stronę pokoju, gdzie zaczęła knuć cały misterny plan. Z samego ranka wzięła kartkę i napisała krótką prośbę do osiemdziesięcioletniej zgryźliwej sąsiadki. Za dziesięć trzecia rozległo się ciche, lecz stanowcze pukanie do drzwi. Po krótkiej wymianie zdań Aiden pozwolił iść siostrzyczce na zakupy by pomóc staruszce. Gdy Sue ubierała się w pośpiechu, brat łypał na nią podejrzliwie. Liczyła, że w związku z Walentynkami, które się zbliżały w centrum handlowym będzie mnóstwo ludzi. Nie myliła się. Pierwszy krok i zagłębiła się w mieszaninę barw, zapachów i dźwięków. Ustaliła z sąsiadką, że spotkają się przy wyjściu punkt piąta. Tak, tak Suzanne była pięciolatką, ale nie była głupia dzięki trosce i naukom Aidena. Wzięła głęboki oddech na uspokojenie przerażona swoim planem. Rzuciła sąsiadce ostatnie spojrzenie i z wysoko uniesioną głową zagłębiła się w tłum. Po kilku minutach dostrzegła pierwszą ofiarę. Mężczyzna był w średnim wieku. Siwe włosy zaczesane były do tyłu. Na nosie miał markowe okulary. Ubrany był w czarny w czarny garnitur, a na ręku nosił złoty zegarek. Widać było jak na dłoni, że był zamożny. W tym własnie momencie wrzeszczał na jakąś młodą blondynkę. Wiedziona nagłym impulsem zakradła się do niego i nim zdążyła się rozmyślić i zorientować co robi wślizgnęła się do ich umysłów i kazała im nie zwracać na nią uwagi i zabrała mu portfel. Dopiero po chwili zorientowała się, że "coś" zrobiła. Przerażona swoim uczynkiem zaczęła się zastanawiać jak to możliwe, przecież taki incydent nie mógł zaistnieć, a już na pewno nie mógłby być spowodowany przez nią. Sue zagryzła wargę i przejrzała zawartość portfela. W środku było około 350 zł. Uradowana poszła do sklepu i kupiła wielką czekoladę i kilka książek dla brata. Wszystko poprosiła o zapakowanie i schowała pod swoim płaszczem. Spojrzała na wielki zegar. Do spotkania zostało jej jeszcze pół godziny. Kupiła sobie gałkę lodów czekoladowych i z nudów zaczęła przypatrywać się ludziom. Po kilku minutach wiercenia się niespokojnie na krześle, przypomniała sobie niezwykły wypadek ze sklepu. Chciała się przekonać czy, to nie był zwykły fart, ale coś ją powstrzymało, być może był ,to widok ludzi z otępiałym wyrazem twarzy i zamglonym wzrokiem, którzy mogli spełnić każdy jej rozkaz. Jednak tak naprawdę był to czysty strach przed prawdą. Nie wiedziała tylko czy bała się tego, że nie ma mocy, czy tego ,że ją posiada. Nie czuła wyrzutów sumienia tamten facet robił niesamowite przekręty na pieniądzach, a tamta 
dziewczyna.....-Zaraz. Stop!- pomyślała. Przecież o tych ludziach nie mogła nic wiedzieć, to byli obcy.-Tak wszystko po prostu sobie uroiłam.- Uspokojona zerwała się z miejsca, gdy zegar wybił piątą. Schowała wszystko do torby i ruszyła do wyjścia okradając portfele. Gdy dotarła do głównych drzwi udało jej się uzbierać ponad 500 złotych.-No ładnie stałam się kieszonkowcem-zaśmiała się w duchu. Pomogła sąsiadce z zakupami i po kwadransie były już w domu. Upewniła się, że prezent jest niewidoczny i weszła do domu. W środku Aiden zawzięcie dyskutował o czymś z matką, na jej widok zamilkli. W słabym świetle Sue pierwszy raz od wielu miesięcy mogła się przyjrzeć Moirze. W brązowych włosach były siwe pasma w szarych oczach widać było udrękę minionych lat. Była strasznie wychudzona, a praktycznie cały czas nosiła mundurek kelnerki. Na widok córki jej ostre rysy złagodniały i uśmiechnęła się promiennie pomimo wielu zmarszczek. Kiedyś była piękna, ale życie to zniszczyło. Nie chcąc być ich kolejnym tematem do sporu, skinęła głową i ruszyła do pokoju chowając pakunek do szafy, a kradzione pieniądze do ukrytej kieszonki w plecaku. Ostatni raz je przeliczyła. Gdyby coś się stało miała w zanadrzu ponad 500 złotych. Zadowolona położyła się spać.
****
Macie ferie? Co na razie sądzicie o Sue? Mogę Wam obiecać ,że w następnej notce będzie gorąco i to dosłownie. ;)

niedziela, 5 stycznia 2014

Niewinna zabawa

  Sue obudziła się ze snu z przeraźliwym krzykiem, cała zlana potem. Do pokoju wbiegł Aiden dzierżąc w ręku patelnię, gotów do ataku. Suzanne mocno zaciskając powieki kiwała się w tył i przód. Chłopak przytulił ją do siebie mrucząc słowa otuchy, ale ona nie słuchała. Przed oczami nadal miała tak bardzo realistyczny obraz matki, która upada od kuli, brata, który stoi na ulicy, a wszędzie widać płomienie i jej samej siedzącej na podłodze w sterylnym białym pokoju, a wokół niej ludzie zadających jej ból. Mimo, że był to sen odczuwała to jak rzeczywistość. Aiden pogłaskał ją po twarzy.
- Suzzie wszystko już dobrze? -zapytał głęboko patrząc jej w oczy.
- Boję się.
- Nie masz się czego bać jestem tu przy tobie- powiedział to z taką żarliwą pewnością, że mimo złych odczuć uwierzyła mu. Przytulił ją jeszcze raz, a Sue zauważyła , że toczy ze sobą wewnętrzną bitwę. W końcu westchnął głęboko, a jego twarz wyrażała determinację.
- Wiesz co sis, zagrajmy w grę ok?
  Pięciolatka zaskoczona skinęła głową. Aiden wziął ją na ręce i posadził na łóżku.
- Wyobraź sobie więc, że o ludzie o " szczególnych " zdolnościach, chcą ci się dostać do umysłu i przejąć nad nim kontrolę....
- Aiden ja chyba nie chcę...- przerwała
-.... wysłuchaj mnie dobrze? To bardzo ważne, żebyś teraz słuchała. Więc wyobraź sobie, że stoi przed tobą człowiek, który chce dostać się do twojego umysłu- dziewczyna zamknęła oczy wsłuchując się w jego słowa- wyobraź sobie, że stoisz pośrodku wielkiego pokoju. Załapałaś?- skinęła lekko głową- Teraz spróbuj zbudować mur. Włóż w to całą swoją wolę i energię. Niech oddziela twój umysł przed światem zewnętrznym. Zrób ze swego umysłu fortecę nie do zdobycia. Musisz o tym pamiętać, ta informacja może ci kiedyś uratować życie.- Przerażona skinęła głową. Chłopak chwycił ją za rękę i razem dokończyli przygotowanie obiadu.

***

Tak, dziś notka bardzo krótka. Chciałam was powiadomić, że w związku z tym, że w tym tygodniu zaczyna się szkoła notki będą pojawiać się rzadziej. Zapewne będzie to weekend. Chciałam wam także podziękować za to ,że to czytacie ;) Obiecuje, że w następnej notce będzie się już coś działo.

czwartek, 2 stycznia 2014

Skrytka

    Następnego dnia Sue zerwała się o absurdalnie wczesnej porze, a mimo to ani Aidena, ani mamy nie było nigdzie widać. Zaczęła się denerwować mając w pamięci tak świeży obraz brata, który był bity przez tę samą kobietę, śpiewającą im kołysanki w dzieciństwie. Pod powiekami poczuła piekące łzy, lecz nim zdążyła rozpłakać się na dobre, drzwi wejściowe zaskrzypiały przeraźliwie, a zza nich wychylił się chłopak niosąc torbę z zakupami. Rzuciła mu się na szyję i zacisnęła swoje małe piąstki na jego koszulce. Po chwili zaczęła przecierać oczy i uważniej przyjrzała się jego twarzy poszukując śladów, po wczorajszych uderzeniach. Ku jej zdziwieniu nie było na niej żadnej blizny, ani śladu po podbitym oku. Aiden nieświadom myśli swojej małej siostrzyczki zmierzwił jej włosy i pocałował w czoło.
- Suzzie co chcesz na śniadanie? Chleb z dżemem czy płatki?-zapytał z szerokim uśmiechem.
 -Płatki-odpowiedziała cicho mocniej zaciskając piąstkę na maskotce.
-Mama przyjedzie dziś późno w nocy, więc to ja ci dzisiaj przeczytam bajkę dobrze?
-Mhm...-mruknęła jeszcze ciszej, a na twarzy chłopaka widać było zaniepokojenie.
-Co jest brzdącu wszystko w porządku?-zapytał kucając tak, że ich oczy znalazły się na równym poziomie.
Dziewczynka spojrzała na niego niepewnie.
-Aiden czy... czy mama jest dobra?
- Oczywiście, że mama jest dobra słońce, dlaczego nie? Przecież widzisz jak ciężko pracuje-uśmiechnął się lekko, ale jego oczy pozostały czujne.
-Wiem, ze mama pracuje, ale dlaczego ona na ciebie krzyczała i biła?- zapytała  z wyrzutem patrząc jak wyraz jego twarzy gwałtownie się zmienia. Złapał ja gwałtownie za ramiona i potrząsnął, a jego twarz wyrażała strach.
-Sis, obiecaj mi, że nikomu o tym nie powiesz rozumiesz?
Przerażona pięciolatka skinęła lekko głową.
-Siostrzyczko ty nie rozumiesz, mama ona.... ona stara się nas chronić, a ja się z nią nie zgadzam w pewnych kwestiach.... wolałbym powiedzieć ci prawdę, ale jesteś na to za mała i myślę, że chyba mama ma rację.
-Ale ja chcę znać prawdę przecież wiesz, że nie lubię kłamstw. Proszę cię proszę! Powiedz o czym tak szepczecie, gdy myślicie, że nie słyszę.
- Sue idź do pokoju......
-....., ale Aiden.....
-....Suzanno idź do pokoju!-w tym momencie chłopak wyglądał jakby postarzał się o kilka lat. Rozzłoszczona pięciolatka kopnęła go w kostkę i ciągnąc pluszaka w stronę sypialni mruczała niezadowolona.  Gdy zastrzały się za nią drzwi, rzuciła się na łóżko tuląc zabawkę i cicho płacząc. Chciała by jej starszy braciszek wreszcie jej zaufał. Przewróciła się na drugi bok wpatrując sie w smugę światła widoczną zza drzwi. Widziała jak Aiden stoi za nimi uważnie nasłuchując czy zmęczona usnęła, gdy w końcu się uspokoiła chłopak westchnął ciężko i poszedł do kuchni szykując obiad. Sue w tym czasie cicho wyszła z łóżka i zaczęła poszukiwać "czegoś" co mogłoby dać odpowiedzi na jej pytania.
    Po pół godzinie przeszukiwania strony brata nie znalazła nic interesującego. Właśnie miała wrócić do łóżka, gdy zahaczyła nogą o obluzowaną deskę. Próbowała ją podważyć każdą możliwą rzeczą w zasięgu wzroku. Daremnie. Spoglądała ze złością na kawałek drewna, który być może był kluczem do nurtujących ją pytań. Nagle deska odskoczyła nie robiąc żadnego hałasu i zaczęła delikatnie opadać na podłogę. Zaskoczona dziewczyna nie tracąc czasu zaczęła przeglądać zawartość skrytki. Było tam kilka zdjęć jej brata z mamą, nią i jakimś mężczyzną w mundurze wojskowym. Każde z nich uśmiechało się do aparatu, a Sue leżała owinięta w kocyk w ramionach dorosłego wojskowego. Na odwrocie zdjęcia pisało "Suzanne wraz z ojcem i rodziną". Dziewczyna poczuła suchość w ustach, opuszkami palców objechała kontur twarzy swojego ojca. Był dobrze zbudowanym blondynem o niebieskich oczach i szerokim szczerym uśmiechu. Mam oparta była na jego ramieniu i opiekuńczym gestem tuliła Aidena, a on spoglądał na mniejszą wersję Suze. Szybko schowała wyblakłe zdjęcie do schowka. W środku był plik banknotów i kilka rożnych dowodów osobistych Moiry, każdy z nich był na inne nazwisko. Znajdowały się tam też dwa pistolety, listy i jedna zaschnięta róża. Wzięła zapiski do ręki, ale nie mogła  odczytać ich zawartości. Po upewnieniu się, że niczego nie pominęła schowała wszystko do skrytki i przykryła deską, która z cichym trzaskiem wskoczyła na swoje miejsce. Pięciolatka zmęczona, ale usatysfakcjonowana swoim odkryciem przytuliła się do królika i choć aż w głowie kołatała się jej myśl co oznaczają te wszystkie tajemnice,  zapadła w drzemkę.

****
Cóż dziś notka dłuższa. Wiem,że na razie nic się nie dzieje ,ale te pierwsze rozdziały będą dopiero was wprowadzać w świat bohaterki. Dopiero później akcja się rozkręci.
Hope Land of Grafic